...ZABIORĘ WAS ® :
© cpt.Roman Miciński
...Poza tym, dzisiaj odkryłem na swoim statku ,na m/v..
ROTTERDAMIE... na otwartym Oceanie –
w drodze z Singapuru do Vancouver w Kanadzie - ducha GEJSZY.
Na serio...

Wiesz, że każdy statek, dom, pałac lub zamek ma ducha, czyli duszę... fajnego ducha domu lub złośliwca i straszyciela, czasami nawet dodatkowego Ducha Windy (jak Kabaret Starszych Panów ups!) - żartowalem...
Ale , tak NA SERIO – nie bez przyczyny Anglicy i parę innych nacji
na świecie każdy statek określa żeńskimi cechami I przymiotnikami - tak trudne są do
przewidzenia I okiełznania, szczególnie przy manewrach w porcie...
Poza tym, od zawsze, żeby uzyskać przychylność duchów, odegnać te złe od swojego domu, lub też ukoić te dobre duszki – stosowało się różne techniki - od szpiczastych dachów, złotych bolców wbijanych w główną belkę domu, czy garsci miedziakow zamurowanych w kącie-
po chińskie wygięte do góry krawędzie dachów, aby te złe moce zawracaly do nieba, albo upadaly daleko od niego...
W przypadku statków przybijano złotego guldena do
stepki, albo innego Florena mocowano pod stopą największego masztu. Rozbijanie
szampana na szczęście - o burtę nowego statku w dniu jego chrztu, lub wodowania-
też ma te szczęście zapewnić.
No dobra wracając do Gejszy - na moim statku mieszka, wydaje się że od zawsze - czyli od budowy w stoczni - duszek, który nie tylko czuwa nad nami – ale wydaje się, że ma wpływ na wszystko co się na tym statku dzieje. Nie tylko złe, ale też dobre… Mieszka w dokładnie w środkowej części korytarza, na środkowym piętrze wysokiego na 8 pokładów statku - w pustej, z tej przyczyny, nie używanej kabinie. Nie tylko mieszka, ale też stamtąd kontroluje statek, dając świadectwa swojej tam obecności - na szczęście nie przez całą załogę zauważane I kojarzone z... ...duchem.
No i jeszcze GRA...
...na KITHARZE (takiej 7 strunowej gitarze pochodzącej od starożytnych Greków,
ale popularnej w Indiach, zaś w Hiszpani zwanej bandurria). I to gra kilka melodii -
w tym jedna, powszechnie znana - "...potrzebuję przyjaciela, jego ciepłych
I troskliwych rąk..alalala" ups!! NIE ŻARTUJĘ ..;o))

Gra kiedy chce, ale jak jest głośne party załogowe – Filipińczycy uwielbiają głośne Karaoke - piętro niżej – w mesie załogowej - to się wycisza, jak jest zbyt duży ruch na korytarzu - też.
Natomiast wybrani członkowie załogi, w tym niżej podpisany -
kapitan statku - mogą Ją słyszeć w zasadzie codziennie.
Mój steward – odkrywca Jej obecności - który mieszka w kabine zaraz obok wybranej przez Gejszę - przybiegł do mnie z ta rewelacją I wypiekami na twarzy.
” Jest! Napewno coś tam jest… dziwnego w tej kabinie… proszę pójść ze mną... nikt o tym nie wie, ale pan kapitan musi o tym wiedzieć! ”
…No cóż... poszedlem.
I rzeczywiście - atmosfera, prawie nigdy niezamieszkanej kabiny była conajmniej dziwna, mimo, że na pierwszy rzut oka nic niepokojacego nie bylo widać.
W kabinie stewarda normalnie Jej nie słychac, natomiast jednego dnia, sprzątając
kurze w tej niezamieszkałej kabinie zobaczył Jej postać w lustrze za sobą, i po
opanowaniu paniki - zwrócił uwagę na ledwo słyszalną muzykę na Kitharze.
Przerabiałem TO SAMO na sobie. Mam to nagrane na telefonie. I muzykę
i wspolną z nią panikę. Steward z kolei, który w kabinie stał kilka
metrów za mną i zabezpieczał tyły, nagle moja postać - nagrywająca muzykę
Gejszy, zniknęła z zasięgu wzroku, zamazana jakby przepływającą w powietrzu postacią…
Po paru dniach steward tak się “zaprzyjaznił” z Gejszą, że chodził nawet
specialnie do kabiny obok, żeby sobie z Nią pogadać - prosić Ją o głośniejszą
muzykę. I wtedy Ona grała głośniej. Z drugiej strony, kiedy steward idzie spać - to Jej mówi
dobranoc (po filipińsku, czyli w języku Tagalog) i Ona przestaje grać...
Poza tym, jak Gejsza śpi, to statek jest ogólnie jakiś taki... cichszy i
wolniej plynie... (sprawdzałem GPS’sy!). Natomiast jak się budzi, to dywaniki
przy wejściach na korytarze i w samych kabinach - nawet - 2- 3 i 4 piętra wyżej,
zaczynają SAME " jeździć ". Tzn. przesuwać się - jedne na jedną burtę, inne
na przeciwną... Obserwowałem wielokrotnie, siedząc za służbowym komputerem
w biurze w kabinie taki dywanik - dopuki patrzysz na niego - leży jak przybity
- odwrócisz wzrok na chwilę, a on -2-3 centymetry powędrował na bok...
Ten mój, to aż się zawija na ściane w górę... takie ma pchanie w kierunku
prawej burty! ...Z drugiej strony całodzienne patrzenie na dywanik, żeby
tylko utrzymać go w pozycji, zakrawa na groteskę. Żadna firma nie zapłaci mi
nadgodzin za pilnowanie własnego dywanika w kabinie...
Dobra, dobra – wiem jak to brzmi.. ;o))
Starszy mechanik - nieświadomy w ogóle obecności Gejszy
( trzymałem to w sekrecie, a stewarda zaprzysięgłem na pamięć jego własnej Babci, żeby się przed
załogą nie wygadał ), pojawił się w mojej kabinie z rewelacją, że jego
dywanik w kabine wędruje. Pochwalił się tym, nie mając świadomości,
że mój też wędruje…Wymyślił, że na swój wędrujący dywanik – co go też
denerwowalo - znalazł sposób I przyłożył go zgrzewką 6 x 1.5 litrowych
butelek wody mineralnej. Po paru godzinach - jak wrócił z siłowni, odkrył,
że dywanik razem ze zgrzewką wody - powędrował tak jak poprzednio -
tyle że w strone przeciwną... Bo było więcej miejsca... ups!!
Ze mną Gejsza też, podobnie jak ze stewardem, trochę współpracuje -
jak poprosiłem, żeby grała inną melodię, to... zagrała w sumie 3 !!! I co na to powiecie ???
Fakt, że jak Ją załoga zdenerwuje - nawet nieświadomie, to naśle na statek złe moce:
We wrześniu 2015 - wpusciła cały statek w Tajfun na morzu poludniowochińskim - ponad
6o kontenerów poleciało za burtę – zrobiło się ponad 2 miliony dolarów strat,
a statek był 2 tygodnie poza linią, żeby naprawić uszkodzenia. Ówczesny
kapitan I załoga była wystarczająco przestraszona tajfunem, choć nieświadoma
faktycznej przyczyny nieszczęścia. Dobrze się skończyło, że nikomu nic
się nie stało.
Natomiast 24 Grudnia 2015 - ówczesna załoga nie podzieliła się opłatkiem z
Gejszą ... i mieli Black Out - całkowite wyłączenie zasilania sieci elektrycznej statku,
do tej pory nie wiadomo dlaczego. Nagle po prostu pracujące 2 agregaty padły -
weszło zasilanie awaryjne, ale tylko z baterii akumulatorów, bo... żaden z 3
nasępnych dużych agregatów nie wystartował, a mały agregat awaryjny, który
też powinien wejść i zasilić sieć w automacie, a co sobota przy testach normalnie
wchodził na zasilanie --> nawet nie drgnął. Mechanicy biegali po siłowni i nie
mogli znaleźć przyczyny. Dopiero elektryk pobiegł do kabiny - przyniósł pół butelki
wina, która została z kolacji Wigilijnej, pokropił podłogę w Centrali Maszynowej i
w okolicy agregatów, Mechanicy nacisnęli guzik - agregat odpalił ...potem następne...
jakby nigdy nic się nie stało…
Pozatym nic mi nie jest I nie podejrzewajcie mnie o pisanie tekstów związanych z
za długim pobytem na morzu… czuję się dobrze …;o)) ups!!
A kabina w której mieszka GEJSZA zawsze JEST PUSTA - nikt w niej nie wytrzymuje dluzej, niz jedna - nieprzespana noc. Potem po prośbie do kapitana - ewakuuje się do innej
kabiny – najlepiej jak najdalej od niej, nawet 2 - 3 pietra...!!!
Oprócz tego, szykuję się do przekazania statku swojemu następcy – Holendrowi… nie,
nie LATAJACEMU HOLENDROWI ;o)) ups!- Holenderskiemu kapitanowi ….serio – właśnie został
przyjęty do firmy, do pracy… I przekarze mu ten statek... wygląda na to, że bardziej z
duszkiem, niż bez…
Bo Gejsza nigdzie , niż w dalsza podroz ze statkiem w następny rejs,sie nie wybiera...
© cpt.Roman Micinski





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz